VII Mistrzostwa w Kolarstwie Górskim - Lubniewice 2016

AKTUALNOŚCI » VII Mistrzostwa w Kolarstwie Górskim - Lubniewice 2016

 

W dniu 10 lipca 2016 roku w Lubniewicach, po raz VII odbyły się Mistrzostwa MTB Amatorów o Puchar Burmistrza Lubniewic, w których zadebiutował nasz kolega Wiesiek.

Poniżej relacja Wieśka z tej imprezy.

Start do wyścigu, który rozpoczął się o godzinie 12:00 usytuowany był na ul. Harcerskiej. Pierwszy odcinek -  ok. 5km, przebiegał po asfaltowej nawierzchni w kierunku miejscowości Glisno, gdzie po przejechaniu drogi krajowej nr 136, skręcał na odcinek terenu leśnego. Zjeżdżając z asfaltu wjechaliśmy na teren drogi leśnej. Tam peleton zaczął się rozciągać. Pierwsi zawodnicy zaczęli już odpoczywać. Ja, czując siłę w nogach, nie odstawałem od grupy, która jechała przede mną dosyć szybkim tempem. Kolejny etap - już singlowy, zaczął powoli eliminować konkurentów. Trochę błota na wąskim odcinku odczuli słabsi zawodnicy. Następnie długi, ale nie dość stromy podjazd już utwardzoną drogą dał pierwsze sygnały dla nóg, że czas wziąć się do mocniejszej pracy. Po ok. kilometrowym podjeździe, małe wypłaszczenie terenu i dalej pod górę. Pierwsze tankowanie izotonika i dalej do przodu. Kolejną atrakcją był ostry zjazd w dół nie pierwszej jakości drogą, mocno wypłukaną przez deszcz, na końcu której, znajdował się drewniany most. Pułapką, która czaiła się za mostem była poprzeczna rynna w piaskowej drodze, którą to wypłukały intensywne opady deszczu w poprzednim tygodniu. Oczywiście zawodnik jadący przede mną wjechał w sam środek tej rynny na dość dużej prędkości i ułamki sekund decydowały o tym, aby nie zrobić z siebie i jego tandemu. Pojechałem dalej, oglądając się za siebie czy ów koleś żyje, ale że wstał, to podążyłem dalej. Kolejne podjazdy dawały w kość moim nogom, ale intensywnie parłem do przodu, do momentu kiedy dojechaliśmy do słynnego już „singla” w wąwozie. Mniej więcej  w połowie tego „singla”, pokonując na dość dużej prędkości lewy zakręt nie utrzymałem kierownicy i zaliczyłem operację zapoznawania się z „glebą”. Tragicznie nie było, założyłem łańcuch i pojechałem dalej. Kolejne kilometry mijały na przemian, raz ostre podjazdy, raz szybkie zjazdy kręconymi i zjawiskowo pięknymi drogami i ścieżkami. Po dojechaniu do drogi asfaltowej z Lubniewic do Miechowa pierwszy „wodopój”, kubek wody na głowę drugi do buzi i przebiłem się na drugi etap wyścigu, dużo mniej obfitujący w przewyższenia. Wąskimi ścieżkami brzegu jeziora Lubiąż, pocisnąłem w kierunku plaży. Jakież było moje zdziwienie, kiedy zobaczyłem, że plaża z przed tygodnia nie przypominała plaży do której się zbliżałem. Ale nic,  przygotowałem przełożenia mojego KROSSA, aby mógł sobie poradzić w tych ekstremalnych warunkach i popędziłem naprzód. Mniej więcej w połowie plaży stanąłem,  gdyż była tak zryta, że nie mogłem ustać na rowerze. Czyli bieg - pomyślałem i tak uczyniłem. Przy owacjach i dopingu plażujących ludzi pobiegłem w kierunku mety. Przejazd przez mostek i park miłości Michaliny Wisłockiej był już tylko formalnością. Ostatnia delikatna górka i po przejechaniu 38 km dojechałem szczęśliwie do mety. Podsumowując, dzięki  determinacji, samozaparciu i możliwości wystąpienia w stroju klubowym  Stowarzyszenia Morsów, zakończyłem te dość ciężkie jak dla mnie zawody na 144 miejscu OPEN, 47 w kategorii  M3 z czasem przejazdu 1:56:14.W przyszłym roku na pewno pojadę, tylko ustawię się lepiej na starcie, bo startując w połowie stawki tak też przyjechałem do mety.